Zamknij

Polska stewardesa ujawnia, jak wyglądają loty do Chin. "Pasażerowie uzbrojeni w kombinezony"

17.05.2022 11:04
Dezynfekcja samolotu, Covid-19
fot. Shutterstock/Zdj. ilustracyjne

Chociaż na terenie UE zniesiono restrykcje covidowe związane z obowiązkowymi maseczkami w samolotach czy na lotniskach, w niektórych krajach nadal obowiązują surowe przepisy podczas lotów. Tak jest m.in. w przypadku Chin. Stewardesa Olga Kuczyńska opublikowała na Facebooku post, w którym opisuje, jak wyglądał jej rejs do tego azjatyckiego kraju. "Pasażerowie wyglądali, jakby lecieli na księżyc (...) Uzbrojeni w kombinezony" – relacjonowała Polka.

W wielu krajach na świecie (w tym m.in. w Polsce) powoli zapomina się o pandemii, a w Chinach zaostrzane są restrykcje. W Szanghaju z powodu gwałtownie rosnącej liczbie nowych zakażeń koronawirusem, od kilku tygodni obowiązuje twardy lockdown. Obostrzenia dotyczą także podróży samolotem.

To, jak obecnie wyglądają loty do Chin, opisała polska stewardesa, Olga Kuczyńska, która chętnie dzieli się swoimi przeżyciami z pracy w mediach społecznościowych na profilu "Życie stewardessy".

Lot do Chin. "Pasażerowie wyglądali, jakby lecieli na księżyc" 

Polka udostępniła 15 maja na Facebooku post relacjonujący jeden z rejsów do Chin, w którym brała udział jako członek załogi pokładowej. – Przetrwałam!! Mniej więcej tak wyglądał mój lot do Chin – rozpoczęła swój wpis stewardesa, po czym opisała podróżnych w kombinezonach.

– Pasażerowie wyglądali, jakby lecieli na księżyc. Nazywamy ich potocznie astronautami. Uzbrojeni w kombinezony siedzieli spokojnie, a w powietrzu unosił się zapach żelu antybakteryjnego – napisała Olga Kuczyńska.

Jak dodała, zamieszczone przez nią zdjęcie jest jedynie przykładowe, jednak po takim opisie łatwo sobie wyobrazić, jak taki rejs mógł rzeczywiście wyglądać.

Stewardesa zaznaczyła, że przez całą podróż załoga pokładowa nie mogła serwować jedzenia, ze względu na wzrost zakażeń na COVID-19. – W innym przypadku linia lotnicza mogłaby dostać karę pieniężną. Jedynie można było rozdać wodę i sok – opisywała. Zakaz serwowania jedzenia dotyczył też posiłków dla dzieci.

Polka zauważyła, że "gdyby nie prowiant, który zakupili rodzice na lotnisku, to pewnie maluchy podróżowałyby na głodniaka". Jak dodała, pasażerowie opowiadali jej w trakcie rejsu o lockdownie, który aktualnie obowiązuje w Szanghaju.

–  Byłam zdumiona jak bardzo różni się ten rejs od pozostałych i szczerze nie zazdroszczę tym ludziom. Wielu wracało do Chin z delegacji z pracy i mówili, że wbrew pozorom odpoczywali od tego wszystkiego poza krajem... W końcu każdy z nas po tych dwóch latach może sobie wyobrazić jedynie, jak to by było kontynuować podróż w takim wydaniu – podsumowała we wpisie stewardesa. 

Źródło: Facebook