Zamknij

Przejechała rowerem dookoła Polski. Anita Demianowicz o swojej niezwykłej podróży [WYWIAD]

05.05.2021 12:54

W siedem tygodni objechała Polskę dookoła. Zrobiła łącznie 3551 km. Wyruszyła w podróż sama, bez żadnego planu. Jechała z własną kuchenką i nocowała głównie w namiocie. Jak przyznała, robiła to tylko dla siebie i wyjeżdżała z myślą „zobaczę, dokąd dojadę”. O swojej niezwykłej rowerowej wyprawie, w którą wybrała się kilka lat temu, opowiada Anita Demianowicz, podróżniczka i autorka bloga „Banita Travel”.

Przejechała rowerem dookoła Polski. Anita Demianowicz o swojej niezwykłej podróży [WYWIAD]
fot. ---

Nina Czochara: Wiele osób marzy o podróży dookoła świata. Rzadko się słyszy o podróży dookoła Polski… w dodatku na rowerze. Skąd taki pomysł?

Anita Demianowicz: Ten pomysł pojawił się zupełnie przypadkowo. Chciałam po prostu zrobić jakąś ciekawą trasę rowerową. Postanowiłam skierować się na wschód, czyli część Polski, którą kiedyś już zwiedzałam. W mojej głowie gdzieś tam tliła się myśl, że skoro już wyruszyłam w drogę, to może objadę cały kraj dookoła. Ale to nie był żaden projekt. Nie wyjeżdżałam z domu z zamiarem dokonania jakiegokolwiek wyczynu.

Chciałam po prostu pojeździć po Polsce. Trochę pozwiedzać, zrobić zdjęcia naturze, odpocząć psychicznie. W tym samym roku w ramach projektu dwukrotnie wyjeżdżałam na dłuższe wyprawy rowerowe, ale z grupą ludzi. Tym razem, w Polsce, miałam potrzebę podróżować w pojedynkę. Jednak nie miałam żadnych większych planów dotyczących tej wyprawy. Nie wiedziałam tak naprawdę, ile kilometrów uda mi się przejechać.

Wyruszyłaś w siedmiotygodniową wyprawę bez żadnego planu?

Jedynym moim planem było to, że trzymam się jak najbliżej granic Polski. Miałam też konkretny termin – wiedziałam, że w ciągu dwóch miesięcy muszę wrócić. Poza tym rzeczywiście nie było żadnego planowania, robienia projektów, wyścigów – szybciej, dalej. Robiłam to dla siebie. Nikt o tej wyprawie tak naprawdę nie wiedział, dopóki nie objechałam Polski i nie wrzuciłam na swojego Facebooka mapy z moją trasą rowerową.

Usłyszałam kiedyś słowa, że „podróżując bez planu, można przeżyć znacznie więcej”...

To oczywiście zależy od celu, w jakim jedziemy. Jeśli wyruszamy w podróż tak po prostu, dla siebie, aby odkryć coś nowego i być w drodze, to nieposiadanie planu jest zdecydowanie najlepsze. Ja dookoła Polski jechałam wyłącznie dla siebie i takiego planu nie miałam. Jednak gdy później poproszono mnie o prezentację na temat tej siedmiotygodniowej wyprawy, to przyznam szczerze, że miałam problem, bo nie zebrałam wystarczająco dużo materiałów.

Właśnie dlatego, jeśli naszą podróż chcemy później przełożyć na cykl materiałów, które wykorzystamy np. do magazynów czy do prezentacji, to warto zrobić jakiś ogólny plan. Zastanowić się, co będzie tematem przewodnim naszej wyprawy. Bez przygotowania możemy np. przejechać obok jakiegoś ciekawego miejsca z niesamowitą historią. Jeśli jednak chcemy wybrać się w podróż tylko dla siebie, to jak najbardziej warto jechać bez planu.

Co spakować na rowerową podróż dookoła Polski? Co jest niezbędne, a co niepotrzebne? Bo przecież każdy kilogram ma znaczenie…

Wszystko zależy od tego, w jaki sposób jedziemy. Spotyka się wielu rowerzystów, którzy jadą „na lekko”, bo mają zarezerwowane miejsca noclegowe po drodze. Ja postanowiłam podróżować niskobudżetowo, więc mój bagaż był ciężki. Miałam ze sobą namiot, dwa śpiwory, karimatę i sporo ciepłych ubrań – był początek maja, więc musiałam być przygotowana na chłodniejsze warunki, szczególnie nocą. Oprócz tego zabrałam ubrania przeciwdeszczowe i podstawową apteczkę. Miałam też ze sobą kuchenkę gazową, garnki i naczynia.

Co z jedzeniem? Jakie produkty ze sobą zabrałaś?

Jadąc po Polsce, zwykle nie ma problemu ze znalezieniem jakiegoś sklepu, dlatego nie trzeba zaopatrywać się na zapas. Chociaż oczywiście zdarzały się takie sytuacje, że dojechałam na jakieś miejsce, rozbiłam namiot i chciałam coś kupić w sklepie, ale okazało się, że już wszystko było zamknięte.

Ja zawsze zabieram ze sobą w podróż batony wysokobiałkowe. Oprócz tego płatki owsiane – wydzielone w odpowiednich porcjach na śniadanie, aby dobrze zacząć dzień. Jeśli pojawił się jakiś sklep po drodze, to kupowałam do tego jogurt czy mleko. Jeśli nie, to po prostu przygotowywałam owsiankę na wodzie.

Miałam świadomość tego, że jadąc przez niektóre części Polski, nie zawsze znajdę lokal czy bar, w którym będę mogła coś zjeść. A starałam się jeść przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie. Gdy nie było, gdzie się zatrzymać po drodze, gotowałam sobie po prostu sama. Właśnie dlatego miałam ze sobą kuchenkę gazową – aby coś sobie przygotować, np. jakąś zupę, makaron, zrobić kawę czy herbatę.

Miałaś jakiś dodatkowy sprzęt, narzędzia w razie problemów z rowerem?

Tutaj od razu zaznaczę, że przed podróżą oddałam rower do serwisu. Miałam wszystko dokładnie sprawdzone i wymienione to, co niezbędne. Co do narzędzi czy sprzętu to miałam ze sobą zapasową dętkę, łatki do dętek, pompkę i śrubokręt wielozadaniowy – żeby w razie czego coś tam sobie podkręcić. W wyprawach rowerowych świetnie sprawdzają się też trytytki i srebrna taśma, tzw. makgajwerka. Nie przykładałam się szczególnie do tego, aby zabrać ze sobą jakieś specjalne narzędzia, bo wiedziałam, że w razie problemów znalazłabym na pewno warsztat lub mogłabym podjechać na wiosce do jakiegoś domu, w którym pomogliby mi coś naprawić, przymocować.

W czasie mojej wyprawy pojawił się tak naprawdę jeden problem z rowerem – urwało mi się zawieszenie od sakwy. Miałam ze sobą trytytki, więc udało mi się to jakoś przymocować. Później znalazłam warsztat samochodowy i tam pomogli mi to naprawić.

Jaki rower jest odpowiedni na pokonanie 3551 km?

Przyznam szczerze, że nie wiem, jaki jest odpowiedni. Ja pokonałam te 3551 kilometrów na rowerze górskim (koła 26). Pewnie wiele osób powie, że nie jest to najlepszy wybór na taką wyprawę, szczególnie do jazdy po odcinkach asfaltowych, ale ja przez wiele lat na takim rowerze jeżdżę i zawsze się sprawdzał.

Wybór roweru zależy tak naprawdę od trasy, którą chcemy pokonać. Jeśli ktoś będzie jeździł tylko po szutrze czy szlakach w lesie, to najlepiej sprawdzi się rower górski. Jeśli ktoś jednak będzie jechał tylko po drogach asfaltowych, to zdecydowanie lepszy będzie na przykład rower trekkingowy. Każdy powinien dostosować rower do siebie i sprawdzić, na czym mu się po prostu wygodniej jeździ.

Miałaś ze sobą namiot, ale zdarzało ci się też nocować pod dachem?

Tak, tutaj dużo zależało tak naprawdę od pogody. Jeśli była kiepska i mocno padało, to zatrzymywałam się gdzieś po drodze, żeby po prostu spać pod dachem. Zwykle to były jakieś agroturystyki i schroniska młodzieżowe, czyli wciąż niskobudżetowo. Czasem było tak, że chociaż nie było normalnych kwater, to jeden sąsiad odsyłał mnie do drugiego i w ten sposób pomagali mi znaleźć jakieś miejsce noclegowe. Jednak przez większość tej wyprawy spałam w namiocie.

Ja robiłam tak, że w czasie jazdy starałam się ocenić, ile mam jeszcze sił na „pedałowanie” danego dnia i ile jest jeszcze do zachodu słońca. Wtedy sprawdzałam, gdzie w pobliżu mogę się zatrzymać, czyli szukałam pola namiotowego czy – w razie niepogody – jakiegoś miejsca noclegowego. Zdarzało się tak, że jeśli w pobliżu nie mogłam znaleźć kompletnie niczego, to wtedy pytałam miejscowych, czy mogę rozbić namiot u nich na podwórku.

Gdzie spotkało cię najwięcej życzliwości? Polacy potrafią być otwarci i gościnni?

Zdecydowanie najwięcej życzliwości spotkało mnie na wschodzie Polski. Dla mnie to jest zupełnie inny świat. Tam ludzie są niezwykle mili, z sercem na dłoni, zawsze znajdą czas, aby porozmawiać i bezinteresownie pomóc.

Z kolei w północnej część Polski, czyli na Pomorzu, skąd zresztą pochodzę i gdzie przez wiele lat mieszkałam, spotkało mnie największe rozczarowanie. Gdy objechałam już niemal całą Polskę dookoła, stwierdziłam, że przed powrotem do Gdańska zatrzymam się we Władysławowie. Była wtedy bardzo brzydka pogoda, mocno padało, w dodatku czułam się naprawdę zmęczona, więc chciałam tę ostatnią noc spędzić pod dachem. Niestety nikt nie chciał wynająć mi pokoju czy łóżka. Okazało się, że na jedną noc, dla jednej osoby, im się nie opłaca. Wiele godzin spędziłam na szukaniu miejsca noclegowego. Ostatecznie wylądowałam na kempingu, gdzie mogłam rozbić namiot i jakoś udało mi się tam przetrwać burzę i ulewę. Jeśli chodzi o inne części Polski, to trochę trudniej mi ocenić otwartość czy gościnność Polaków, bo w czasie podróży trzymałam się bardziej na uboczu, uciekałam raczej w naturę niż do ludzi.

Czy w czasie wyprawy nie pojawiła się w twojej głowie myśl, żeby jednak zrezygnować?

Wiele razy. Pamiętam, że jak objechałam połowę Polski, to pomyślałam sobie, że już mi się nie chce, że jestem zmęczona i jednak wrócę do domu. Zatrzymałam się wtedy na kilka dni u rodziców, na południu Polski. Stwierdziłam, że skoro trochę odpoczęłam, to jeszcze kawałek pojadę. A jak już przejechałam ten kawałek i pokonałam łącznie trzy czwarte całej trasy, to uznałam, że głupio byłoby zrezygnować. I pojechałam dalej przed siebie. W ten sposób objechałam Polskę dookoła.

A co było najtrudniejszym momentem w czasie tej siedmiotygodniowej podróży?

W pewnym momencie dawało się we znaki zmęczenie fizyczne. Po miesiącu jazdy również swego rodzaju monotonia – jedziesz cały dzień, zatrzymujesz się gdzieś, rozbijasz namiot, śpisz, wcześnie rano wstajesz (bo w namiocie nie da się zbyt długo spać). Potem cały bagaż trzeba na nowo zwinąć, spakować i dalej jechać. I chociaż ta monotonia z jednej strony mi odpowiadała, to już po kilku tygodniach jazdy momentami bywała mecząca.

Pogoda ci sprzyjała?

Przez większość czasu, czyli przez te siedem tygodni, pogodę miałam bardzo dobrą. Dopiero ostatnie dni podróży były deszczowe.

Czy osoba, która nie podróżuje regularnie rowerem na długich trasach, jest w stanie objechać Polskę dookoła?

Moim zdaniem tak, ale nie mnie oceniać. Wszystko zależy od tego, jaką ktoś ma kondycję. Znam osoby, które wsiadły na rower i wyruszyły w podróż dookoła świata. Ja każdego dnia robiłam od 100 do 130 km. Poniżej 100 kilometrów rzadko schodziłam. Wydaje mi się, że osoba początkująca mogłaby nie być w stanie pokonywać codziennie tak długie odcinki. Ja na samym „kręceniu pedał” spędziłam łącznie 30 dni.

Wspomniałaś, że podróżowałaś niskobudżetowo. Ile kosztowała cała wyprawa?

Na całą wyprawę wydałam około 1500-1800 złotych. Przy rowerowej podróży nie płaci się oczywiście za transport. Nocowałam też głównie w namiocie, bardzo rzadko korzystałam z agroturystyki, która i tak była tania – od 30 do 50 zł za nocleg. W koszt takiej wyprawy wlicza się też oczywiście jedzenie, ale ja często sama sobie gotowałam.

Oprócz podróżowania twoją pasją jest też fotografia. Które miejsca w Polsce zachwyciły cię najbardziej? Które są najbardziej fotogeniczne?

Dla mnie jednym z najbardziej fotogenicznych miejsc w Polsce są wiadukty w Stańczykach. Oprócz tego Białowieża i Białowieski Park Narodowy. Uwielbiam też fotografować przepiękną wieś tatarską Kruszyniany. Oczywiście na zdjęciach pięknie prezentują się też Bieszczady czy trasa wzdłuż Bałtyku. Ale takich niezwykłych, fajnych fotograficznie miejsc jest w Polsce oczywiście o wiele więcej.

Wyprawa rowerowa po Polsce wydaje się dobrym pomysłem na czas pandemii...

Tak, myślę, że z racji pandemii to najlepszy czas, żeby skupić się na Polsce i wyruszyć w taką wyprawę. Jadąc rowerem, będąc blisko natury, często z dala od ludzi, możemy czuć się zdecydowanie bezpiecznie. Nawet gdy hotele i restauracje są zamknięte, to można zabrać namiot, kuchenkę gazową, wsiąść na rower i ruszyć w podróż. Jeśli nie dookoła Polski, to zrobić choćby fragmenty tej trasy. Jednocześnie jest to doskonała okazja, aby poznać lepiej nasz kraj. Później prawdopodobnie będzie można już bez problemu (oby!) wyjeżdżać za granicę i spora część osób zdecyduje się na podróż gdzieś dalej. Dlatego warto teraz skupić się właśnie na Polsce, która jest naprawdę piękna i egzotyczna.