Zamknij

Polska przewodniczka odradza podróże na Sri Lankę. "Ludzie uzbrojeni w drągi i pałki"

16.05.2022 09:05
Sri Lanka, protesty
fot. AP/Associated Press/East News

Na Sri Lance, gdzie w ostatnim czasie dochodzi do wielu zamieszek, sytuacja polityczna i gospodarcza nadal nie jest jasna. Mieszkańcy masowo organizują antyrządowe protesty, na ulicach gromadzą się ludzie uzbrojeni w drągi i pałki, spłonęły już dziesiątki domów polityków. "Wyjazd na wyspę lepiej odłożyć o kilka tygodni" – powiedziała PAP Aneta Zarańska, polska przewodniczka na Sri Lance.

Sri Lanka, popularna wśród turystów wyspa w Azji Południowej, mierzy się obecnie z ogromnym kryzysem gospodarczym spotęgowanym pandemią, problemami z walutą (rupia lankijska stała się ostatnio jedną z najsłabszych walut na świecie) oraz wojną w Ukrainie. Na miejscu panuje wysoka inflacja, regularnie wyłączany jest prąd, dochodzi też do poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu internetu i sieci telefonii komórkowej. Niezwykle trudna sytuacja w kraju doprowadziła do tego, że w połowie kwietnia rząd Sri Lanki ogłosił bankructwo

Mieszkańcy teraz protestują, a za zaistniałą sytuację obwiniają obecnego prezydenta. Na wyspie dochodzi do masowych zamieszek. Sri Lanka oparta na turystyce bardzo potrzebuje powrotu turystów, jednak polska przewodniczka Aneta Zarańska radzi, aby wstrzymać się przynajmniej kilka tygodni z decyzją o przyjeździe.

Sri Lanka. "Ludzie uzbrojeni w drągi i pałki"

Wywołane bezprecedensowym kryzysem gospodarczym masowe, antyrządowe protesty trwają na Sri Lance od przełomu marca i kwietnia. Na początku minionego tygodnia w ulicznych zamieszkach w Kolombo i innych częściach Sri Lanki spłonęły dziesiątki domów polityków i zginęło co najmniej osiem osób, a ponad 230 zostało rannych.

Aneta Zarańska, która od ośmiu lat prowadzi biuro turystyczne na przedmieściach Kolombo, podkreśla, że chociaż zagranicznym podróżnym nie zagraża na wyspie bezpośrednie niebezpieczeństwo, to dalszego rozwoju sytuacji nie sposób przewidzieć. "Urlopowicze spędzający czas w sąsiedztwie hoteli i atrakcji są nieświadomi skali protestów, do których tutaj doszło" – mówiła.

„W poniedziałek po południu wracaliśmy z grupką turystów z położonego w górach miasteczka Nuwara Eliya. Na ulicach zaczęli się gromadzić ludzie uzbrojeni w drągi i pałki. Widać było po nich gniew i obawialiśmy się, że będą agresywni. Kilkadziesiąt kilometrów od Kolombo zobaczyliśmy przy drodze pierwsze płonące opony i samochody, a grupy protestujących było widać co kilkanaście metrów. Kilka razy demonstranci zatrzymywali nasz samochód, poszukiwali zwolenników prezydenta i premiera biorących udział w atakach na (promenadzie) Galle Face w Kolombo. Byli dla nas bardzo mili, ale stanowczo zabronili robienia zdjęć. Na autostradzie do Kalutary na południu widzieliśmy przewrócone autobusy z powybijanymi szybami” – relacjonuje. Udało się zapewnić klientom bezpieczny dojazd do hotelu, choć przewodniczka przyznaje, że nie mierzyła się wcześniej z podobną sytuacją, a jej goście byli bardzo zaniepokojeni.

Zarańska podkreśla, że trwający od grudnia do lutego szczyt turystycznego sezonu był na Sri Lance dobry. Władze zlikwidowały wówczas pandemiczne obostrzenia dla zagranicznych podróżnych, a ci masowo wrócili na wyspę. Dopiero później zaczęły się niedobory elektryczności i paliw, a rosnące ceny żywności zaczęły bić rekordy. „Aż do lutego wydawało się, że po okresie pandemii przemysł podróży staje na nogi. Tak gwałtownego kryzysu gospodarczego i protestów nikt się nie spodziewał” – przyznaje.

Przewodniczka zaznacza, że mimo trwającego kryzysu atrakcje turystyczne nadal są otwarte, a wczasowicze mogą się przemieszczać po kraju, bo są łatwo przepuszczani przez policjantów i protestujących.

„Ci, którzy spędzają czas w dobrych hotelach, mogą niczego tam nie odczuć. W wielu z tych miejsc są agregaty, które zabezpieczają przed przerwami w dostawach prądu, chociaż elektryczności nie ma obecnie dwa razy dziennie, po trzy do czterech godzin. Kierowcy zrzeszeni w biurach podróży mogą kupować benzynę bez kolejek i to ułatwia podróże” – mówi Zarańska. Jak podkreśla, na Sri Lance nie ma braków żywności, ale z powodu inflacji jej ceny rosną z dnia na dzień. „Bardzo brakuje za to gazu do gotowania, dlatego wiele ulicznych restauracji jest nieczynnych. Moi sąsiedzi zaczęli gotować na kuchenkach elektrycznych i opalanych drewnem” – dodaje.

Po zamieszkach przez większość mijającego tygodnia na Sri Lance obowiązywała godzina policyjna. Doprowadziło to do konieczności odwołania wycieczek z turystami. „W tej chwili z domów nie można wychodzić po godzinie 14. Rano wolno wyjść do sklepu na zakupy. Wszystkie były wczoraj mocno zatłoczone, ale bez kolejek. Brakowało tylko pieczywa” – relacjonuje Zarańska.

"Wyjazd na Sri Lankę lepiej odłożyć na później"

Pytana o rekomendacje dla osób chcących się wybrać na Sri Lankę turystycznie albo biznesowo, Zarańska podkreśla, że sytuacja polityczna i gospodarcza nie jest klarowna.

„Ludzie tutaj mają dość, a złość tłumu jest niebezpieczna. Myślę, że warto być rozważnym i poczekać dwa tygodnie, może miesiąc, na dalszy rozwój wydarzeń. Żeby wszystko wróciło do normy, potrzebne są zmiany, na które Lankijczycy czekają od lat. Chcą odejścia prezydenta, głębokich reform, oczywiście rozwiązania kwestii zadłużenia kraju i obecnego kryzysu. Ale na razie, od wielu tygodni, nic się nie zmienia: trwają zmiany w rządzie, protesty i stan wyjątkowy, brakuje gazu, a ceny nadal rosną. Prezydent, pomimo żądań obywateli, chce pozostać przy władzy” – zaznacza.

Zarańska liczy jednak, że rynek turystyczny po kryzysie najszybciej zacznie funkcjonować normalnie.

„Wszyscy będą chcieli szybko doprowadzić do sytuacji, w której turyści będą przyjeżdżali. Kraj bardzo ich potrzebuje po trwającym od 2019 roku zastoju. Najpierw przyczyniły się do niego zamachy terrorystyczne, później pandemia, a teraz kryzys gospodarczy i polityczny. Ciągle dostaję wiele zapytań o wyjazdy latem, ludzie są Sri Lanki bardzo ciekawi. Sezon turystyczny trwa tu przez cały rok, więc liczę, że za kilka tygodni będę mogła bezpiecznie przywitać kolejnych gości” – mówi polska przewodniczka na Sri Lance.

Źródło: Tomasz Augustyniak (PAP)