Zamknij

Pijani turyści w Tatrach. Jeden leżał na górskim szlaku

04.11.2021 14:04
Tatry. Pijani turyści w górach. Jeden leżał na szlaku
fot. SHUTTERSTOCK

W ostatni weekend października pogoda sprzyjała górskim wędrówkom. W związku z tym na tatrzańskich szlakach pojawiły się prawdziwe tłumy turystów. Niestety nie wszyscy urlopowicze zachowywali się odpowiedzialnie.

Choć wiele mówi się o tym, żeby nie chodzić po górach pod wpływem alkoholu, to nadal są turyści, którzy lekceważą te zalecenia. Jakiś czas temu pisaliśmy o dwóch pijanych urlopowiczach, którzy potrzebowali pomocy słowackich ratowników. Obydwaj mieli problemy krążeniowo-oddechowe, a jeden z nich miał dodatkowo ranę głowy i w chwili przybycia funkcjonariuszy zaczął tracić przytomność. Teraz doszło do kolejnego tego typu incydentu - tym razem jednak po polskiej stronie Tatr. 

Tatry. Pijani turyści w górach. Jeden leżał na szlaku

Jak czytamy w kronice TOPR, do zdarzenia doszło w ostatni piątek 30 października. Chwilę przed godziną 16:30 do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zadzwonił turysta, informując, że "jego kolega przesadził z alkoholem i leży na szlaku z Iwaniackiej Przełęczy na Ornak". Mężczyzna dodał, że nie ma kontaktu ze znajomym.

Zobacz także: Spektakularne widmo Brockenu widziane w Tatrach. Zdjęcie zjawiska podbija sieć

Ratownicy natychmiast przystąpili do akcji. We wskazane przez urlopowicza miejsce wysłali śmigłowiec. Jednak ze względu na silny wiatr nie można było wykonać desantu z zawisu helikoptera. W związku z tym maszyna zatrzymała się w rejonie grani, skąd ratownicy udali się pieszo do leżącego turysty. Obudzili pijanego mężczyznę, a następnie rozpoczęli jego sprowadzanie. 

Ponieważ szło to powoli, z Centrali do pomocy w sprowadzeniu wyjechało na Ornak 5-ciu ratowników, którzy przed 19-tą dotarli do kolegów sprowadzających mężczyznę. Przed 19.30 doprowadzili go do schroniska - czytamy w kronice TOPR.

Na tym jednak nie koniec. Ratownicy w schronisku dowiedzieli się od mężczyzn, że nie ma jeszcze jednego kolegi. Jak relacjonowali, był on mniej pijany i - mimo próśb, żeby zawrócił - postanowił iść sam na grań Ornaków.

Przez dłuższy czas turyści nie mogli się do niego dodzwonić. Dopiero po godzinie 21:00 przekazał kolegom wiadomość, że jest zdrowy i że właśnie dociera do schroniska na Chochołowskiej.

Zobacz także: Fotograf uchwycił Tatry widziane z woj. łódzkiego. To pierwszy raz w historii

RadioZET.pl/topr.pl