Zamknij
Monika Staśkiewicz
Monika Staśkiewicz
fot: arch. prywatne

Ludzie mówią, że to miejsce jest magiczne. Chętnych nie brakuje

Jolanta Waligóra
Jolanta Waligóra Redaktor Radia Zet
30.09.2022 09:09

Mamy dużo czasu na rozmyślania, nic nas nie rozprasza. Mamy możliwość usłyszeć siebie i swoje potrzeby. Ja myślę, że zdecydowanie na lepsze zmieniłam swoje życie po Camino – mówi Monika Staśkiewicz, która dwa razy przeszła drogę św. Jakuba.

Droga św. Jakuba, nazywana też Camino de Santiago, to szlak prowadzący do katedry w Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji. Według tradycji znajduje się tam ciało św. Jakuba Starszego, jednego z dwunastu apostołów.

Nie ma jednej trasy pielgrzymki. Tak, jak nie ma jednego powodu, dla którego ludzie decydują się na taką wyprawę. Niektórzy idą do katedry ze względów religijnych, innym zależy na kontakcie z naturą. Są też osoby, które wyruszają w poszukiwaniu siebie albo dla sprawdzenia własnych możliwości. Do wyboru jest wiele szlaków, które rozpoczynają się w różnych państwach, w tym w Polsce. Niektóre trasy są krótsze, inne dłuższe, liczące nawet kilkaset kilometrów.

W najnowszym odcinku podcastu podróżniczego „Na walizkach” porozmawialiśmy o dwóch drogach – francuskiej oraz portugalskiej. Opowiedziała nam o nich Monika Staśkiewicz, w internecie znana pod nazwą „traveliway”. Monika właśnie skończyła ostatni rok studiów magisterskich na kierunku turystyka biznesowa. Uwielbia podróżować. Jak sama mówi, to jej największa pasja. We wrześniu wyjechała do Azji z biletem w jedną stronę.

„Stwierdziłam, że muszę wrócić”

Monika była na Camino de Santiago dwa razy – w lipcu 2020 roku i dokładnie rok później. Za pierwszym razem szła drogą francuską – z Leon do Santiago. W ciągu dwóch tygodni razem z koleżanką pokonała 315 km.

Droga przez Camino portugalskie/ Camino Frances i pierwsze pokonane 100 km
Droga przez Camino portugalskie/ Camino Frances i pierwsze pokonane 100 km
fot. mat. prywatne

W lipcu 2021 r. wróciła. Tym razem jednak zdecydowała się na Camino portugalskie. Razem z przyjaciółką przeszła z Coimbry do Santiago, a następie udała się do Fisterry, w średniowieczu uznawanej za kraniec Ziemi. To właśnie w tej hiszpańskiej miejscowości, oddalonej od Santiago de Compostela o ok. 80 km, znajduje się słupek, na którym widnieje napis „0 km”. Cała wędrówka (z Coimbry do Fisterry) zajęła Monice około 19 dni. W tym czasie pokonała w sumie 500 km.

- Camino ma coś takiego magicznego w sobie, co bardzo wciąga. Szczerze mówiąc, ja nigdy wcześniej nie byłam jakaś zajawiona sportem i wszyscy, jak się tylko dowiedzieli, że idę na Camino, to łapali się za głowę i nie wierzyli, że mogę to zrobić. A mi się tak spodobało i to chodzenie po górach, i ta podróż w formie wędrówki, że rok później tak bardzo tęskniłam, że stwierdziłam, że muszę wrócić – odpowiedziała Monika na pytanie, dlaczego przeszła Camino dwa razy.

Polka powiedziała nam też, że chciała, żeby droga św. Jakuba pomogła jej pogodzić się z żałobą po śmierci taty, który zmarł kilka lat wcześniej. - Jest taka historia związana z Camino, głównie ze szlakiem francuskim, że każdy pielgrzym powinien wziąć kamień z ziemi, na której mieszka, i zanieść go na najwyższy punkt drogi – dokładnie na Cruz de Ferro. (…) To ma być takie symboliczne zostawienie za sobą przeszłości, chociaż oczywiście intencje mogą być różne. Ja wzięłam taki kamień z ziemi, na której mój tato miał dom, niosłam go przez całą wędrówkę i akurat doszłam pod tę górę w rocznicę jego śmierci. Tam obiecałam sobie, że po raz ostatni rozpaczam nad śmiercią mojego taty i że nigdy więcej nie będę się przez to smucić. I faktycznie udało mi się to spełnić.

Choroba pielgrzyma

Na każdym szlaku są alberga, czyli schroniska dla wędrowców. Nasza rozmówczyni bardzo często korzystała z tej formy noclegu. Jak wyjaśniła, są różne rodzaje schronisk. Najtańsze to „donativo” (z hiszp. datek/ofiara/dar). Pielgrzym płaci za pobyt tyle, ile uważa i na ile go stać. Zazwyczaj alberga te są zarządzane przez kościół. Pozostałe schroniska natomiast w głównej mierze są własnością prywatną. W tym wypadku cena za nocleg waha się między ok. 5 a 15 euro. Im bliżej Camino de Santiago, tym jest drożej. Podczas pierwszej drogi Monice zdarzało się też spać pod namiotem, co – jak zdradziła – za każdym razem wiązało się z przygodami.

Cruz de Ferro/ Pole słoneczników niedaleko hiszpańskiej Astorgi
Cruz de Ferro/ Pole słoneczników niedaleko hiszpańskiej Astorgi
fot. mat. prywatne

Polka opowiedziała nam też o tym, jak wyglądał jej typowy dzień na szlaku. Przyznała, że na początku razem z koleżanką wstawała o godzinie 9.00 i była przekonana, że to idealna, jeszcze wczesna pora. Szybko okazało się, jak bardzo się myliła. W dzień robiło się niesamowicie gorąco, co skutecznie utrudniało wędrówkę. Dlatego już w kolejnych dniach podróżniczki, nauczone na własnych błędach, wstawały znacznie wcześniej – zazwyczaj 5.00-6.00 rano.

Camino ma coś takiego magicznego w sobie, co bardzo wciąga

Monika opowiedziała nam też o tym, z jakimi trudnościami mierzyła się podczas wędrówki. Zdradziła, m.in. że wystąpiła u niej „asfaltówka” (inaczej choroba pielgrzyma). - Od oparów asfaltu po kilku dniach wędrówki zrobiła mi się ogromna wysypka na nogach – wyjawiła podróżniczka. Największy jednak problem miała ze stopami, na których pojawiły się liczne pęcherze. Dlatego poleca wszystkim, którzy wybierają się w podobną podróż, żeby zaopatrzyli się w podstawową apteczkę – warto spakować w nią przede wszystkim plastry, głównie te chroniące przed odciskami.

Camino zmienia ludzi

Monika swoją podróż drogą św. Jakuba na bieżąco relacjonowała na profilu na Instagramie. Pokazywała tam jednak nie tylko te dobre momenty, ale i gorsze dla siebie chwile. Otwarcie mówiła, że jest naprawdę bardzo ciężko. Zdarzało się, że nie miała siły, by iść dalej. Zawsze jednak udawało jej się odzyskiwać motywacje do zrobienia kolejnego kroku, a często pomagali jej w tym inni pielgrzymi napotkani po drodze.

Ekipa w powiększonym składzie. Od lewej - Luis, ja, Manuella, Dani i moja kompanka Iza
Ekipa w powiększonym składzie. Od lewej - Luis, ja, Manuella, Dani i moja kompanka Iza
fot. mat. prywatne

- Pamiętam swoje pierwsze załamanie na szlaku francuskim, to było po 3 czy 4 dniach wędrówki. Moja koleżanka była dużo, dużo przede mną, a ja gdzieś w tyle siedziałam sobie na kamieniu, płakałam i użalałam się nad własnym losem. (…) W pewnym momencie podeszło do mnie trzech pielgrzymów, którzy wzięli mnie dosłownie pod ręce i dali mi butelkę wody, bo akurat mi się skończyła. Tak mnie zagadali, tak się nam dobrze rozmawiało, że nawet nie zauważyłam momentu, kiedy doszłam do miasta. Wcześniej cały czas patrzyłam, ile zostało, ile jeszcze drogi mam do pokonania i skupiałam się na tym, że wydaje mi się, że w ogóle się nie przemieszczam – powiedziała Monika. Dodała, że do dzisiaj ma kontakt z jedną osób, które pomogły jej przetrwać kryzys.

Polka opowiedziała nam też inne niesamowite historie związane z pielgrzymami napotkanymi po drodze. Bez wahania stwierdziła, że w Camino chodzi właśnie o tych wszystkich ludzi, których mija się na szlaku. Ludzi, którzy wspierają i inspirują. Ludzi, których – gdyby nie droga św. Jakuba – nigdy by się nie poznało. Monika przyznała też, że podczas wędrówki niejednokrotnie była zmuszona do przekraczania własnych granic, wyjścia ze swojej strefy komfortu. To kolejna rzecz, za którą kocha Camino.

Niektórzy mówią, że droga św. Jakuba potrafi zmienić człowieka. - Tam idziemy tyle dni, a większość czasu jesteśmy sami. Ja nawet jak byłam z koleżanką, to każda z nas szła we własnym tempie. Mamy dużo czasu na rozmyślania, nic nas nie rozprasza. Mamy możliwość usłyszeć siebie i swoje potrzeby. Ja myślę, że zdecydowanie na lepsze zmieniłam swoje życie po Camino – powiedziała Monika.

Przysłowiowy koniec świata

Na Camino można kupić paszport pielgrzyma, do którego zbiera się pieczątki. Na koniec na jego podstawie otrzymuje się certyfikat ukończenia drogi. Żeby tak się stało, trzeba przejść przynajmniej 100 km lub przejechać 200 km rowerem bądź konno. Nasza rozmówczyni zaznacza, że posiadanie paszportu pielgrzyma jest dobrowolne, ale momentami bardzo się on przydaje, przede wszystkim podczas poszukiwania noclegu.

Po kilku dniach wędrówki pierwsze spojrzenie na Atlantyk/ Przywitanie Porto
Po kilku dniach wędrówki pierwsze spojrzenie na Atlantyk/ Przywitanie Porto
fot. mat. prywatne

We wspomnianych już albergach kościelnych zazwyczaj mogą spać wyłącznie osoby, które okażą tego typu „dokument”. - Wszystko po to, żeby nie było takiej sytuacji, że ktoś przyjeżdża sobie na wakacje, nie robi szlaku i chce sobie po najmniejszych kosztach zorganizować wyjazd, więc śpi w takich albergach – wyjaśniła Monika.

Nasza rozmówczyni opowiedziała nam też o hiszpańskiej miejscowości Fisterra. Jak już wspominaliśmy, leży ona ok. 80 km od Santiago de Compostela i to właśnie tam znajduje się tabliczka pokazująca 0 km. Monika przytoczyła też pewną legendę związaną z Camino. Mówi ona, że pielgrzymi w średniowieczu, którzy dochodzili do Fisterry, czyli na przysłowiowy koniec świata, palili swoje buty i wrzucali je do oceanu. - To był wtedy taki znak zostawienia wszystkich smutków za sobą – dodała nasza rozmówczyni. Zaznaczyła, że w Fisterrze jest jedna z najpiękniejszych plaż, jakie kiedykolwiek widziała.

Ostatni słupek 0 km, Fisterra/ Katedra w Santiago de Compostela
Ostatni słupek 0 km, Fisterra/ Katedra w Santiago de Compostela
fot. mat. prywatne

Monika Staśkiewicz wyjawiła nam też, czy z perspektywy czasu zrobiłaby coś inaczej oraz zdradziła, czy ma w planach pokonanie jeszcze jakiegoś szlaku. Zachęcamy do odsłuchania całej rozmowy na player.radiozet.pl lub w aplikacji Spotify. Kolejny odcinek podcastu „Na walizkach” będzie mieć premierę już w piątek 7 października.

Jolanta Waligóra
Jolanta Waligóra

Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Pisanie to nie tylko jej praca, ale też pasja. Lubi zapełniać kartki słowami, nawet jeśli trafiają tylko do szuflady. Gdy tylko nadarza się ku temu okazja, wyjeżdża w góry, gdzie czuje się jak w domu. Z zainteresowaniem śledzi także sukcesy Polaków w Himalajach. W wolnych chwilach czyta książki, a szczególną słabość ma do biografii i kryminałów. Uwielbia spacery po lesie, podróże i dobre jedzenie.

Adres e-mail: jolanta.waligora@eurozet.pl