Zamknij

Miasto na Grenlandii chce ograniczyć liczbę turystów. Wszystko przez topniejące lodowce

22.08.2022 13:29
Ilulissat na Grenlandii
fot. Shutterstock

Władze bajkowego miasta położonego na zachodnim wybrzeżu Grenlandii chcą ograniczyć liczbę turystów. Powodem są postępujące zmiany klimatu, do których przyczynia się także niszczenie i zanieczyszczenie tutejszego środowiska. Niebawem malownicze góry lodowe i tutejsze lodowce mogą stać się dla wielu niedostępne.

Turyści z całego świata przybywają do Ilulissat na zachodnim wybrzeżu Grenlandii, aby podziwiać znane na całym świecie lodowce i góry lodowe. Jednak rosnąca liczba przyjezdnych i coraz szybciej zachodzące zmiany klimatu sprawiają, że niedługo sceneria ta może nie być już dostępna dla oczu odwiedzających. Władze rozważają bowiem kontrolowanie liczby ludzi, którzy mogliby odwiedzić to miejsce. Skąd taka decyzja?

Tutejsze środowisko naturalne jest niezwykle delikatne i podatne na zmiany. Te z kolei postępują coraz szybciej, a przyczyniają się do tego także zanieczyszczenia i niszczenie tego rejonu.

Zobacz także: Coraz mniej lodu na Grenlandii. W dwa dni ubyło go tyle, że woda wypełniłaby 7 mln basenów olimpijskich

Miasto na Grenlandii chce ograniczyć liczbę turystów. Powodem są postępujące zmiany klimatu

Władze miasta Ilulissat chcą zacząć kontrolować liczbę turystów, którzy przybywają do tego regionu, aby podziwiać unikatową na skalę światową lodową scenerię. Przywódcy rozważają ograniczenie liczby przyjezdnych, którzy niszczą tutejsze środowisko i przyczyniają się do zmian klimatu. 

Odwiedzający kochają to miejsce. Jest to trzecie co do wielkości grenlandzkie miasto, a także region charakteryzujący się surowym krajobrazem, minimalnie występującą roślinnością i wszechobecnym lodem.

Zaledwie kilka minut jazdy z hotelu zajmuje dotarcie do miejsca, w którym można podziwiać ogromne góry lodowe. Wysokie bloki lodu odrywają się od lodowca w sąsiednim fiordzie, a następnie przesuwają się powoli w zatoce Disko. Od czasu do czasu z wody też wynurzają się tutaj majestatyczne wieloryby. Nic dziwnego, że ludzie chcą tego doświadczyć na własne oczy.

Władze jednak zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest równowaga między turystyką a ochroną przyrody. Te jedyne w swoim rodzaju widoki przyciągnęły bowiem do wybrzeży Grenlandii w 2021 roku 50 tys. turystów. Ponad połowa robi tylko krótki postój podczas rejsów po Arktyce. Oczekuje się, że liczby wzrosną wraz z otwarciem międzynarodowego lotniska w ciągu najbliższych dwóch lat, co pozytywnie wpłynie na przychody wyspy.

Jednak pytanie brzmi, jak długo te lodowce będą jeszcze cieszyły oczy, kiedy tak szybko topnieją, a liczba ludzi również się do tego przyczynia. Według ostatnich badań Arktyka ociepliła się prawie cztery razy szybciej niż reszta planety w ciągu ostatnich 40 lat.

Każdego dnia obserwujemy zmiany spowodowane zmianami klimatu: góry lodowe stają się coraz mniejsze, lodowiec się cofa. Chcemy kontrolować przypływ statków turystycznych. (...) Maksymalnie jeden statek dziennie, maksymalnie tysiąc turystów na statek - powiedział burmistrz Palle Jeremiassen.

Warto dodać, że jeszcze niedawno jednego dnia przypłynęły tutaj trzy statki wycieczkowe, z których na ląd wysiadło 6 tys. odwiedzających. Infrastruktura miasta nie jest zaprojektowana tak, żeby ich pomieścić. W dodatku wśród tak dużej grupy ludzi na pewno znajdzie się ktoś, kto nie zadba o obszary chronione. Każdy podpływający tu statek generuje też ogromne zanieczyszczenia.

Nie chcemy być jak Islandia. Nie chcemy masowej turystyki. Chcemy ją kontrolować. To jest klucz, który musimy znaleźć - dodaje burmistrz.

Według duńskich badaczy Arktyki w ciągu ostatnich dwóch dekad masywna pokrywa lodowa Grenlandii straciła 4,7 biliona ton lodu, co samo w sobie doprowadziło do wzrostu poziomu morza o 1,2 centymetra. Proces ten będzie postępować, ale jeśli go nie nie spowolnimy, czeka nas katastrofa.

Źródło: AFP/France 24